Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 sierpnia 2014
KREM Z DYNI
Dynia ma piękny pomarańczowy kolor i zawiera bardzo mało kalorii (w 100 g jedynie 28 kcal). W jej obszernym wnętrzu kryje się cała masa witamin takich jak: witamina C, D, B1, B2, PP i kwas foliowy (polecana jest dla kobiet ciężarnych) oraz bardzo duża dawka beta-karotenu. To właśnie ten dobroczynny związek jakim jest beta – karoten ma silne działanie antyoksydacyjne, co oznacza przeciwdziałanie pojawieniu się nowotworów i chorób układu krążenia. Ja zaczynam sezon dyniowy od pysznej zupy z dyni odmiany hokkaido, która ma dodatkową zaletę w postaci bardzo cienkiej skórki. Dlatego można ją jeść bez obierania.
Przepis:
1 dynia hokkaido o wadze około 1,3 kg
1 ziemniak pokrojony w kostkę
1 cebula pokrojona w półplasterki
5 szklanek gorącej wody
2 łyżki oliwy
1 łyżeczka kurkumy
3/4 łyżeczki imbiru
sól i pieprz
uprażone pestki dyni
Dynię kroimy na ćwiartki, usuwamy pestki i kroimy w dużą kostkę. W garnku rozgrzewamy oliwę wrzucamy cebulę i ziemniaki, smażymy mieszając 2 minuty. Dodajemy dynię, kurkumę i imbir, smażymy mieszając 1 minutę. Zalewamy wodą, zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem 20 minut. Miksujemy (najlepiej blenderem ręcznym), dodajemy sól i pieprz. Wlewamy do talerzy i posypujemy uprażonymi pestkami dyni.
Zupa jest aromatyczna, lekko pikantna o jedwabistej konsystencji. To mój ulubiony przepis na krem z dyni. Polecam :)
niedziela, 24 sierpnia 2014
QUICHE LORRAINE - WERSJA WZBOGACONA
Quiche prosto z pieca, sałata i butelka chłodnego, białego wina, to wspaniały lekki posiłek. Quiche możemy podać zarówno na obiad, jak też na kolację. Tradycyjnie jest to foremka z kruchego ciasta wypełniona sosem jajecznym z dodatkiem boczku. Przyrządza się szybko i trudno cokolwiek popsuć. Moja wersja zawiera oprócz boczku, cebulę i suszone pomidory, ale możemy dodać także inne składniki.
Przepis:
ciasto na blaszkę o średnicy 23 - 26 cm
1 szklanka mąki
1/2 kostki masła
1/2 łyżeczki soli
1 łyżka zimnej wody
Nadzienie:
10dag boczku pokrojonego w kostkę
1 cebula
7 suszonych pomidorów w zalewie
2 jajka
1 szklanka gęstej śmietany
sól, pieprz
1 łyżeczka tymianku
Zagniatamy ciasto z podanych składników (ja pomagam sobie malakserem). Ciastem wyklejamy foremkę, nakłuwamy widelcem i wkładamy do lodówki na 1 godzinę.
W tym czasie przygotowujemy nadzienie. Na patelni podsmażamy boczek, gdy zbrązowieje dodajemy cebulę i smażymy, żeby cebule się zeszkliła. Zdejmujemy z ognia. Pomidory kroimy na kawałki. Śmietanę mieszamy z jajkami, solą, pieprzem i tymiankiem. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Wyjmujemy ciasto z lodówki i wkładamy do piekarnika na 8 - 10 minut. Ciasto wyjmujemy z piekarnika, układamy na nim boczek z cebulą i pomidory. Zalewamy sosem śmietanowym i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 25 - 30 minut.
Klasyka francuskiej kuchni zawsze się sprawdza. Pyszna tarta z kruchym ciastem i pożywnymi dodatkami.
Smacznego :)
Przepis:
ciasto na blaszkę o średnicy 23 - 26 cm
1 szklanka mąki
1/2 kostki masła
1/2 łyżeczki soli
1 łyżka zimnej wody
Nadzienie:
10dag boczku pokrojonego w kostkę
1 cebula
7 suszonych pomidorów w zalewie
2 jajka
1 szklanka gęstej śmietany
sól, pieprz
1 łyżeczka tymianku
Zagniatamy ciasto z podanych składników (ja pomagam sobie malakserem). Ciastem wyklejamy foremkę, nakłuwamy widelcem i wkładamy do lodówki na 1 godzinę.
W tym czasie przygotowujemy nadzienie. Na patelni podsmażamy boczek, gdy zbrązowieje dodajemy cebulę i smażymy, żeby cebule się zeszkliła. Zdejmujemy z ognia. Pomidory kroimy na kawałki. Śmietanę mieszamy z jajkami, solą, pieprzem i tymiankiem. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Wyjmujemy ciasto z lodówki i wkładamy do piekarnika na 8 - 10 minut. Ciasto wyjmujemy z piekarnika, układamy na nim boczek z cebulą i pomidory. Zalewamy sosem śmietanowym i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 25 - 30 minut.
Klasyka francuskiej kuchni zawsze się sprawdza. Pyszna tarta z kruchym ciastem i pożywnymi dodatkami.
Smacznego :)
sobota, 2 sierpnia 2014
DORSZ PO PORTUGALSKU - BACALHAU
Moja kolekcja wydawnictw kulinarno-muzycznych wzbogaciła się o Portugalię, z czego bardzo się
cieszę :) Te małe pudełeczka zawierają przepisy na potrawy tradycyjne dla danego kraju i płytę z charakterystyczną muzyką. Gotowanie przy takiej muzyce pozwala bardziej wczuć się w kuchnię narodową. Poza tym przy muzyce wszystko smakuje lepiej:)
Najbardziej charakterystyczną cechą typowego portugalskiego posiłku jest powszechne zastosowanie różnego rodzaju ryb i owoców morza. Narodowa potrawa kraju to bacalhau (czyt. bakalau), czyli suszony i solony dorsz, preparowany na rozmaite sposoby. Uważa się, że istnieje 365 rodzajów tego dania. Dlatego bez zwłoki przystępuje do przygotowania bakalau.
Przepis na 4 porcje:
1/2 kg filetu z dorsza (świeżego)
7 dużych ziemniaków obranych i pokrojonych w słupki
2 ząbki czosnku
4 jajka
kilka czarnych oliwek
oliwa z oliwek
sól i pieprz
świeża kolendra
(Ja przygotowuję z połowy składników)
Czosnek obieramy, kroimy w paski. Oliwę rozgrzewamy na głębokiej patelni. Wrzucamy czosnek, aby się lekko zrumienił. W kuchni rozchodzi się miły zapach :)
Czosnek zdejmujemy z patelni i na tę samą patelnię wrzucamy ziemniaki, patelnię przykrywamy i dusimy ziemniaki 15 minut, od czasu do czasu mieszając.
Rybę kroimy na 5 cm kawałki, układamy na ziemniakach, posypujemy posiekaną kolendrą i doprawiamy solą i pieprzem. Patelnię przykrywamy i czekamy 7 minut, aż ryba będzie gotowa.
Odkrywamy patelnię, na wierzch wbijamy jajka i układamy oliwki, przykrywamy patelnię na około 2 minuty, aż jajka się zetną.
Gotowe :)
Pyszne proste danie jednogarnkowe, dorsz jest miękki i jędrny, a ziemniaki przeszły zapachem czosnku i kolendry :)
Smacznego :)
cieszę :) Te małe pudełeczka zawierają przepisy na potrawy tradycyjne dla danego kraju i płytę z charakterystyczną muzyką. Gotowanie przy takiej muzyce pozwala bardziej wczuć się w kuchnię narodową. Poza tym przy muzyce wszystko smakuje lepiej:)
Najbardziej charakterystyczną cechą typowego portugalskiego posiłku jest powszechne zastosowanie różnego rodzaju ryb i owoców morza. Narodowa potrawa kraju to bacalhau (czyt. bakalau), czyli suszony i solony dorsz, preparowany na rozmaite sposoby. Uważa się, że istnieje 365 rodzajów tego dania. Dlatego bez zwłoki przystępuje do przygotowania bakalau.
Przepis na 4 porcje:
1/2 kg filetu z dorsza (świeżego)
7 dużych ziemniaków obranych i pokrojonych w słupki
2 ząbki czosnku
4 jajka
kilka czarnych oliwek
oliwa z oliwek
sól i pieprz
świeża kolendra
(Ja przygotowuję z połowy składników)
Czosnek obieramy, kroimy w paski. Oliwę rozgrzewamy na głębokiej patelni. Wrzucamy czosnek, aby się lekko zrumienił. W kuchni rozchodzi się miły zapach :)
Czosnek zdejmujemy z patelni i na tę samą patelnię wrzucamy ziemniaki, patelnię przykrywamy i dusimy ziemniaki 15 minut, od czasu do czasu mieszając.
Rybę kroimy na 5 cm kawałki, układamy na ziemniakach, posypujemy posiekaną kolendrą i doprawiamy solą i pieprzem. Patelnię przykrywamy i czekamy 7 minut, aż ryba będzie gotowa.
Odkrywamy patelnię, na wierzch wbijamy jajka i układamy oliwki, przykrywamy patelnię na około 2 minuty, aż jajka się zetną.
Gotowe :)
Pyszne proste danie jednogarnkowe, dorsz jest miękki i jędrny, a ziemniaki przeszły zapachem czosnku i kolendry :)
Smacznego :)
niedziela, 25 maja 2014
MAKARON Z SOSEM POMIDOROWYM
Powracam do Toskanii. Tym razem inspiracja pochodzi z „Dziennika toskańskiego” autorstwa Tessy Capponi-Borawskiej. Jako rodowita Włoszka, urodzona w pałacu we Florencji, w starej arystokratycznej rodzinie, opisuje Toskanię z wielką czułością, ale patrząc z perspektywy cudzoziemki, biorąc pod uwagę, że ponad 20 lat temu opuściła swój rodzinny zakątek i zamieszkała w Warszawie.
Jest to podróż sentymentalna, powrót do czasów dzieciństwa i młodości, do ukochanych miejsc, zabytków, a także do świata smaków i zapachów.
Opowieści przeplatane są przepisami na potrawy i przysmaki podawane na rodzinnym stole oraz w knajpkach i restauracjach Toskanii, nie zawsze popularnych wśród turystów, co według mnie jest zaletą.
Szukając czegoś prostego, a zarazem typowo włoskiego, wybieram przepis na makaron z sosem pomidorowym. Klasyka kuchni, oparta na prostych świeżych składnikach dobrej jakości. Ta wersja jest jeszcze szybsza w przygotowaniu od tradycyjnej, bo sosu nie trzeba gotować :))
Przepis:
na 6 osób
60 dag krótkiego makaronu (penne lub fusilli)
1 kg świeżych dojrzałych pomidorów
2 pęczki świeżej bazylii
10 dag tartego parmezanu
2 – 3 duże ząbki czosnku
sól, pieprz, oliwa z oliwek
Pomidory obrać, pokroić na kawałki. Zmiksować z bazylią, czosnkiem, parmezanem i oliwą. Dodać sól i pieprz. Przelać do dużej miski. Ugotować makaron. Odcedzić, wymieszać od razu z sosem i podawać.
Według mnie najłatwiej obrać pomidory, jeśli natniemy na krzyż końcówki i włożymy pomidory na minutę do wrzącej wody. Po wyjęciu skórka sama odchodzi.
Finał:
Przygotowanie zajmuje tyle czasu, co ugotowanie makaronu, czyli najwyżej kilkadziesiąt minut. Potrawa ma fantastyczny smak wynikający z połączenia pomidorów, bazylii i czosnku, dodatkowo podkreślony serem. Można powiedzieć, że to taki włoski „fast food”, ale w przeciwieństwie do innych tego typu dań jest pyszny i zdrowy.
Jest to podróż sentymentalna, powrót do czasów dzieciństwa i młodości, do ukochanych miejsc, zabytków, a także do świata smaków i zapachów.
Opowieści przeplatane są przepisami na potrawy i przysmaki podawane na rodzinnym stole oraz w knajpkach i restauracjach Toskanii, nie zawsze popularnych wśród turystów, co według mnie jest zaletą.
Szukając czegoś prostego, a zarazem typowo włoskiego, wybieram przepis na makaron z sosem pomidorowym. Klasyka kuchni, oparta na prostych świeżych składnikach dobrej jakości. Ta wersja jest jeszcze szybsza w przygotowaniu od tradycyjnej, bo sosu nie trzeba gotować :))
Przepis:
na 6 osób
60 dag krótkiego makaronu (penne lub fusilli)
1 kg świeżych dojrzałych pomidorów
2 pęczki świeżej bazylii
10 dag tartego parmezanu
2 – 3 duże ząbki czosnku
sól, pieprz, oliwa z oliwek
Pomidory obrać, pokroić na kawałki. Zmiksować z bazylią, czosnkiem, parmezanem i oliwą. Dodać sól i pieprz. Przelać do dużej miski. Ugotować makaron. Odcedzić, wymieszać od razu z sosem i podawać.
Według mnie najłatwiej obrać pomidory, jeśli natniemy na krzyż końcówki i włożymy pomidory na minutę do wrzącej wody. Po wyjęciu skórka sama odchodzi.
Finał:
Przygotowanie zajmuje tyle czasu, co ugotowanie makaronu, czyli najwyżej kilkadziesiąt minut. Potrawa ma fantastyczny smak wynikający z połączenia pomidorów, bazylii i czosnku, dodatkowo podkreślony serem. Można powiedzieć, że to taki włoski „fast food”, ale w przeciwieństwie do innych tego typu dań jest pyszny i zdrowy.
sobota, 17 maja 2014
Z ZIEMI WŁOSKIEJ DO POLSKI
Kuchnię włoską do Polski sprowadziła w XVI w. królowa Bona, żona Zygmunta Starego. Miała opinię żądnej władzy intrygantki, ale to dzięki niej na polskie stoły trafiło wiele nieznanych wcześniej warzyw, tzw. włoszczyzna: pomidory, kalafior, karczochy, fasola szparagowa, brokuły, kapusta, marchew, sałata czy szpinak. Również jej zawdzięczamy to, że w Polsce pojawiły się makarony włoskie i przyprawy korzenne, które królowa uwielbiała. Wraz z przybyciem Bony wzrosło też spożycie wina, które stopniowo wypierało miody pitne. Można powiedzieć, że była pierwszą w Polsce propagatorką zdrowego żywienia.
Ciekawostką jest to, że najbardziej znane włoskie dania, jak spaghetti, pizza, czy risotto najpierw zdobyły popularność w Stanach Zjednoczonych, za sprawą bardzo dużej liczby Włochów emigrujących za ocean, a wraz z rozprzestrzenianiem się kultury amerykańskiej trafiły do większości państw uprzemysłowionych. Jednak włoskie specjały nigdzie nie smakują tak, jak we Włoszech, przygotowywane z tamtejszych składników, aromatycznej oliwy, dojrzałych w słońcu pomidorów, makaronów gotowanych „al dente”, jedzonych na powietrzu pod lazurowym niebem.
Kuchnia włoska jest różnorodna, podobnie jak 20 regionów, wchodzących w skład Italii. Sycylia i Siena słyną z deserów, Florencja szczyci się befsztykiem i wieloma innymi daniami mięsnymi, Turyn kurczakami, Bolonia sosem mięsnym (bolognese), a Neapol – tradycyjną pizzą.
Osobne miejsce we włoskiej tradycji kulinarnej zajmuje dieta śródziemnomorska, która w 2010 r. została wpisana przez UNESCO na listę niematerialnego dziedzictwa kultury, w związku ze zgłoszeniem złożonym przez kraje regionu: Portugalia, Cypr, Chorwacja, Grecja, Hiszpania, Włochy i Maroko.
Ups, Francja się nie "załapała". Dieta ta to według UNESCO "zespół tradycyjnych praktyk, wiedzy i umiejętności przekazywanych z pokolenia na pokolenie, zapewniający poczucie przynależności i ciągłości społecznej" w tych krajach. Poczesny udział w diecie śródziemnomorskiej mają warzywa, orzechy, zdrowe tłuszcze, ryby oraz towarzyszące im pite z umiarem wino.
Do mnie tzw. pocztą pantoflową trafił przepis na prostą jagnięcinę przygotowywaną według tradycyjnego sposobu. Niestety nie wiem z jakiego regionu Włoch pochodzi receptura.
Przepis:
4 kotlety jagnięce (może być comber, ale koniecznie z kością)
ząbek czosnku
garść oliwek
łyżeczka oregano
pół łyżeczka ostrej papryki w proszku
pół łyżeczki soli
skórka i sok z jednej cytryny
oliwa
Przygotować marynatę: czosnek posiekać drobno, oliwki pokroić na plasterki, dodać oregano sól, paprykę, skórkę i sok z cytryny oraz cztery łyżki oliwy. Mięso natrzeć marynatą, przykryć i zostawić na noc w lodówce. Otrzepać mięso z marynaty, na patelni z grubym dnem rozgrzać oliwę, smażyć mięso na gorącej oliwie z każdej strony 2 – 3 minuty. Dodać 3 łyżki wody i pozostałą marynatę, przykryć i dusić około 10 – 15 minut w zależności od grubości mięsa. Podawać z fasolką szparagową lub szparagami.
Finał:
Mięso jest soczyste i jędrne. Szczególnie smakują kawałki przy kostkach. Z marynaty powstał aromatyczny sos, podkreślający dodatkowo smak jagnięciny.
I życie jest piękne!
Ciekawostką jest to, że najbardziej znane włoskie dania, jak spaghetti, pizza, czy risotto najpierw zdobyły popularność w Stanach Zjednoczonych, za sprawą bardzo dużej liczby Włochów emigrujących za ocean, a wraz z rozprzestrzenianiem się kultury amerykańskiej trafiły do większości państw uprzemysłowionych. Jednak włoskie specjały nigdzie nie smakują tak, jak we Włoszech, przygotowywane z tamtejszych składników, aromatycznej oliwy, dojrzałych w słońcu pomidorów, makaronów gotowanych „al dente”, jedzonych na powietrzu pod lazurowym niebem.
Kuchnia włoska jest różnorodna, podobnie jak 20 regionów, wchodzących w skład Italii. Sycylia i Siena słyną z deserów, Florencja szczyci się befsztykiem i wieloma innymi daniami mięsnymi, Turyn kurczakami, Bolonia sosem mięsnym (bolognese), a Neapol – tradycyjną pizzą.
Osobne miejsce we włoskiej tradycji kulinarnej zajmuje dieta śródziemnomorska, która w 2010 r. została wpisana przez UNESCO na listę niematerialnego dziedzictwa kultury, w związku ze zgłoszeniem złożonym przez kraje regionu: Portugalia, Cypr, Chorwacja, Grecja, Hiszpania, Włochy i Maroko.
Ups, Francja się nie "załapała". Dieta ta to według UNESCO "zespół tradycyjnych praktyk, wiedzy i umiejętności przekazywanych z pokolenia na pokolenie, zapewniający poczucie przynależności i ciągłości społecznej" w tych krajach. Poczesny udział w diecie śródziemnomorskiej mają warzywa, orzechy, zdrowe tłuszcze, ryby oraz towarzyszące im pite z umiarem wino.
Do mnie tzw. pocztą pantoflową trafił przepis na prostą jagnięcinę przygotowywaną według tradycyjnego sposobu. Niestety nie wiem z jakiego regionu Włoch pochodzi receptura.
Przepis:
4 kotlety jagnięce (może być comber, ale koniecznie z kością)
ząbek czosnku
garść oliwek
łyżeczka oregano
pół łyżeczka ostrej papryki w proszku
pół łyżeczki soli
skórka i sok z jednej cytryny
oliwa
Przygotować marynatę: czosnek posiekać drobno, oliwki pokroić na plasterki, dodać oregano sól, paprykę, skórkę i sok z cytryny oraz cztery łyżki oliwy. Mięso natrzeć marynatą, przykryć i zostawić na noc w lodówce. Otrzepać mięso z marynaty, na patelni z grubym dnem rozgrzać oliwę, smażyć mięso na gorącej oliwie z każdej strony 2 – 3 minuty. Dodać 3 łyżki wody i pozostałą marynatę, przykryć i dusić około 10 – 15 minut w zależności od grubości mięsa. Podawać z fasolką szparagową lub szparagami.
Finał:
Mięso jest soczyste i jędrne. Szczególnie smakują kawałki przy kostkach. Z marynaty powstał aromatyczny sos, podkreślający dodatkowo smak jagnięciny.
I życie jest piękne!
sobota, 12 kwietnia 2014
FRYKANDO
Frykando brzmi jak nazwa tańca dworskiego lub salonowego, podobnie do nazw takich jak: tango mambo, saltarello, czy sarabanda. Jednak z tańcem nie ma nic wspólnego.
Frykadno to pochodzące z francuskiego określenie poszczególnych części udźca (cielęcego, wieprzowego lub dziczyzny).
Powracam do przepisów z początku XIX w. zawartych w książce Maggie Black i Deirdre Le Faye pt. Książka kucharska Jane Austen”, z której już korzystałam w poście DUMA I UPRZEDZENIE.
W czasach Jane Austen właściciele ziemscy mogli sobie pozwolić na dobre i wykwintne jedzenie. W tym czasie Anglicy słynęli z zamiłowania do mięsa, choć sposób jego przyrządzania był odmienny od współczesnego. Najczęściej pieczono je na rożnach na wolnym ogniu, zawijając w olejowany papier, aby zapobiec przypaleniu.
W rozdziale, dotyczącym wizyty przyjaciół znajduję przepis na frykando cielęce.
Przepis:
Weź udziec cielęcy, wytnij z części grubej plastry na pół cala grube i sześć cali długie. Obłóż łodygami młodych karczochów i oprósz mąką. Piecz na ogniu, aż nabiorą jasnobrązowego koloru, po czym przełóż do wielkiego rondla, dodaj kwartę sosu i duś przez pół godziny. Dołóż plasterek cytryny, nieco sardeli, dwie łyżeczki pikli cytrynowych, pokaźną łyżkę przecieru orzechowego, takąż smażeniny, trochę pieprzu kajeńskiego, kilka smardzów i trufli. Kiedy frykando miękkim się stanie, wyjmij je, a sos zagęść masłem i mąką. Przecedź, wyłóż mięso na półmisek i polej dobrze sosem, obłóż cytryną i berberysem. Niektórzy dekorują pulpecikami albo kulkami zawijanymi w cielęcą kiszkę, albo żółtkami jaj na twardo gotowanych, co mile cieszy oko.
Przepis uwspółcześniony:
6 plastrów cielęciny grubych na centymetr
kilka gałązek świeżego rozmarynu
sól i pieprz
olej lub masło do smażenia
1 litr rosołu
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka pasty z sardeli (anchois)
2 lub 3 łyżki przecieru grzybowego
11 dag drobno pokrojonych pieczarek
pieprz cayenne
beurre manie zrobione z 2,5 dag miękkiego masła i tej samej ilości mąki
Do dekoracji:
plasterki cytryny
żurawina lub sos żurawinowy
1 lub 2 żółtka ugotowanego na twardo jajka
Rozbij mięso tłuczkiem, natrzyj rozmarynem i posól. Usmaż na oleju lub maśle, tak by lekko się przyrumieniło z obu stron, przełóż do rondla, dodaj rosół, sok z cytryny, przecier z sardeli i grzybowy, pieczarki i szczyptę pieprzu cayenne. Duś, aż mięso zrobi się miękkie. Przełóż frykando na półmisek i trzymaj w cieple. Zdejmij rondel z ognia, wrób małe kawałeczki beurre manie, ponownie podgrzej i zagęść sos do konsystencji, jaka wyda ci się odpowiednia. Polej nim mięso, udekoruj cytryną, żurawiną i pokruszonym żółtkiem.
W trakcie oczekiwania, aż mięso się udusi towarzyszy mi Emma, bohaterka powieści Jane Austen o tym właśnie tytule. Nie jest to tylko powieść o perypetiach matrymonialnych, ale także komedia pomyłek, w czasie której urocza bohaterka szuka odpowiednego męża dla swojej ubogiej przyjaciółki, nie zauważając przy tym, że sama staje się zakochana. Na podstawie powieści nakręcono kilka filmów m.in. z Gwyneth Paltrow w roli głównej
oraz małe co nieco :)
Finał:
Przyznam się, że nie dodałam żurawiny, ale i bez niej frykando jest pyszne. Mięso miękkie i delikatne w bardzo esencjonalnym sosie, w którym wyczuwa się rozmaryn, aromat grzybów i cytrynową świeżość. Bardzo przyjemne połączenie :)
Frykadno to pochodzące z francuskiego określenie poszczególnych części udźca (cielęcego, wieprzowego lub dziczyzny).
Powracam do przepisów z początku XIX w. zawartych w książce Maggie Black i Deirdre Le Faye pt. Książka kucharska Jane Austen”, z której już korzystałam w poście DUMA I UPRZEDZENIE.
W czasach Jane Austen właściciele ziemscy mogli sobie pozwolić na dobre i wykwintne jedzenie. W tym czasie Anglicy słynęli z zamiłowania do mięsa, choć sposób jego przyrządzania był odmienny od współczesnego. Najczęściej pieczono je na rożnach na wolnym ogniu, zawijając w olejowany papier, aby zapobiec przypaleniu.
W rozdziale, dotyczącym wizyty przyjaciół znajduję przepis na frykando cielęce.
Przepis:
Weź udziec cielęcy, wytnij z części grubej plastry na pół cala grube i sześć cali długie. Obłóż łodygami młodych karczochów i oprósz mąką. Piecz na ogniu, aż nabiorą jasnobrązowego koloru, po czym przełóż do wielkiego rondla, dodaj kwartę sosu i duś przez pół godziny. Dołóż plasterek cytryny, nieco sardeli, dwie łyżeczki pikli cytrynowych, pokaźną łyżkę przecieru orzechowego, takąż smażeniny, trochę pieprzu kajeńskiego, kilka smardzów i trufli. Kiedy frykando miękkim się stanie, wyjmij je, a sos zagęść masłem i mąką. Przecedź, wyłóż mięso na półmisek i polej dobrze sosem, obłóż cytryną i berberysem. Niektórzy dekorują pulpecikami albo kulkami zawijanymi w cielęcą kiszkę, albo żółtkami jaj na twardo gotowanych, co mile cieszy oko.
Przepis uwspółcześniony:
6 plastrów cielęciny grubych na centymetr
kilka gałązek świeżego rozmarynu
sól i pieprz
olej lub masło do smażenia
1 litr rosołu
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka pasty z sardeli (anchois)
2 lub 3 łyżki przecieru grzybowego
11 dag drobno pokrojonych pieczarek
pieprz cayenne
beurre manie zrobione z 2,5 dag miękkiego masła i tej samej ilości mąki
Do dekoracji:
plasterki cytryny
żurawina lub sos żurawinowy
1 lub 2 żółtka ugotowanego na twardo jajka
Rozbij mięso tłuczkiem, natrzyj rozmarynem i posól. Usmaż na oleju lub maśle, tak by lekko się przyrumieniło z obu stron, przełóż do rondla, dodaj rosół, sok z cytryny, przecier z sardeli i grzybowy, pieczarki i szczyptę pieprzu cayenne. Duś, aż mięso zrobi się miękkie. Przełóż frykando na półmisek i trzymaj w cieple. Zdejmij rondel z ognia, wrób małe kawałeczki beurre manie, ponownie podgrzej i zagęść sos do konsystencji, jaka wyda ci się odpowiednia. Polej nim mięso, udekoruj cytryną, żurawiną i pokruszonym żółtkiem.
W trakcie oczekiwania, aż mięso się udusi towarzyszy mi Emma, bohaterka powieści Jane Austen o tym właśnie tytule. Nie jest to tylko powieść o perypetiach matrymonialnych, ale także komedia pomyłek, w czasie której urocza bohaterka szuka odpowiednego męża dla swojej ubogiej przyjaciółki, nie zauważając przy tym, że sama staje się zakochana. Na podstawie powieści nakręcono kilka filmów m.in. z Gwyneth Paltrow w roli głównej
oraz małe co nieco :)
Finał:
Przyznam się, że nie dodałam żurawiny, ale i bez niej frykando jest pyszne. Mięso miękkie i delikatne w bardzo esencjonalnym sosie, w którym wyczuwa się rozmaryn, aromat grzybów i cytrynową świeżość. Bardzo przyjemne połączenie :)
czwartek, 3 kwietnia 2014
POLEWKA PIWNA
W mojej kuchni niespodziewanie pojawiły się kurki i zajączki. Nieomylny znak, że zbliża się Wielkanoc.
Jednak zanim zaczniemy świętować najpierw czeka nas okres wyrzeczeń, czyli post.
Szukając nietypowych potraw, jadanych dawniej w tym okresie, natrafiłam na polewkę piwną o nazwie gramatka.
Zygmunt Gloger - portret (źródło Wikipedia)
Zygmunt Gloger, znany etnograf i archeolog, autor „Encyklopedii staropolskiej” podaje następującą definicję:
Gramatka, polewka albo farmuszka gęsta z wody i piwa (lub wina) i tartego chleba, w czasie postu od wieków na stołach polskich podawana.
Przepis:
„Ośrzodkę z chleba, z winem a cukrem, abo w piwie warzyć, masła a soli przydawszy, polnego kminu dla smaku trochę, będzie gramatka abo biermuszka.”
Bardziej precyzyjny przepis podaje Lucyna Ćwierczakiewiczowa w książce "365 obiadów". Przygotowuję gramatkę według tej receptury:
Przepis:
Gramatka z piwa jest to kalteszal na ciepło. Na dwie osoby ukroić kawałek chleba pytlowego bez skórki, połamać, włożyć pół łyżki młodego masła, zalać piwem tyle, aby pokryło i dać się rozgotować. Wtedy rozetrzeć w garnku łyżką, dolać resztę piwa z jednej butelki, włożyć kawałek cynamonu, 2 łyżki cukru, łyżkę opłukanych tureckich rodzynków, zagotować razem i wylać w wazę, gdzie powinny być grzanki z chleba w kostkę krajane, ususzone w piecu i kilka cienkich plasterków cytryny.
Finał:
To jest prawdziwa bomba smaków wybuchająca w ustach od pierwszej łyżki. Goryczy piwa przeciwstawia się słodycz cukru i rodzynek, kibicuje tej walce bardzo delikatny smak cytryny, a całość dopełnia aromat cynamonu. Zupa jest bardzo rozgrzewająca i dodaje energii, chociaż nie jestem pewna, czy to dobra propozycja na śniadanie i nie chodzi mi o obawy związane z akcją policji „trzeźwy poranek”. Nie mam wątpliwości, że nie można pozostać obojętnym na jej smak: albo się go pokocha, albo znienawidzi.
Jednak zanim zaczniemy świętować najpierw czeka nas okres wyrzeczeń, czyli post.
Szukając nietypowych potraw, jadanych dawniej w tym okresie, natrafiłam na polewkę piwną o nazwie gramatka.
Zygmunt Gloger - portret (źródło Wikipedia)
Zygmunt Gloger, znany etnograf i archeolog, autor „Encyklopedii staropolskiej” podaje następującą definicję:
Gramatka, polewka albo farmuszka gęsta z wody i piwa (lub wina) i tartego chleba, w czasie postu od wieków na stołach polskich podawana.
Przepis:
„Ośrzodkę z chleba, z winem a cukrem, abo w piwie warzyć, masła a soli przydawszy, polnego kminu dla smaku trochę, będzie gramatka abo biermuszka.”
Bardziej precyzyjny przepis podaje Lucyna Ćwierczakiewiczowa w książce "365 obiadów". Przygotowuję gramatkę według tej receptury:
Przepis:
Gramatka z piwa jest to kalteszal na ciepło. Na dwie osoby ukroić kawałek chleba pytlowego bez skórki, połamać, włożyć pół łyżki młodego masła, zalać piwem tyle, aby pokryło i dać się rozgotować. Wtedy rozetrzeć w garnku łyżką, dolać resztę piwa z jednej butelki, włożyć kawałek cynamonu, 2 łyżki cukru, łyżkę opłukanych tureckich rodzynków, zagotować razem i wylać w wazę, gdzie powinny być grzanki z chleba w kostkę krajane, ususzone w piecu i kilka cienkich plasterków cytryny.
Finał:
To jest prawdziwa bomba smaków wybuchająca w ustach od pierwszej łyżki. Goryczy piwa przeciwstawia się słodycz cukru i rodzynek, kibicuje tej walce bardzo delikatny smak cytryny, a całość dopełnia aromat cynamonu. Zupa jest bardzo rozgrzewająca i dodaje energii, chociaż nie jestem pewna, czy to dobra propozycja na śniadanie i nie chodzi mi o obawy związane z akcją policji „trzeźwy poranek”. Nie mam wątpliwości, że nie można pozostać obojętnym na jej smak: albo się go pokocha, albo znienawidzi.
niedziela, 30 marca 2014
ŁOSOŚ W CIEŚCIE
Czy Ania z Zielonego Wzgórza mogłaby jeść łososia w cieście? Odpowiedź brzmi tak.
Autorka powieści o Ani, Lucy Maud Montgomery, była żoną pastora i bardzo dobrą panią domu. Jak sama twierdziła, gdyby nie została pisarką, pewnie byłaby pierwszorzędną kucharką. Jako pani pastorowa prowadziła szkółkę niedzielną, organizowała pikniki i inne zebrania dla członków kongregacji, podczas których należało przyjąć gości stosownym poczęstunkiem: sałatkami, ciastami, herbatnikami lub innymi ciasteczkami.
Gromadzenie wypróbowanych przepisów było koniecznością, biorąc pod uwagę, że na początku XX wieku nie sprzedawano gotowych dań, co zmuszało do samodzielnego przyrządzania żywności w domach.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności do rąk Elaine Crawford i Kelly Crawford, autorek biografii słynnej pisarki i jednocześnie jej dalekich kuzynek, trafił pisany przez nią ręcznie notatnik kulinarny, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Jest to ciekawa lektura, mówiąca o żywności i sposobach jej przyrządzania na początku XX wieku.
Pamiętam, że w szkole podstawowej ja i moje koleżanki uwielbiałyśmy czytać powieści o dziewczynce z włosami koloru marchewki i niezwykłej fantazji, a Zielone Wzgórze wydawało się nam czarowną krainą, gdzie mieszkają bardzo sympatyczni ludzie, wśród pięknych krajobrazów Wyspy Księcia Edwarda.
Wybieram przepis na łososia w cieście, czyli sycące ciasto rybne, podawane na gorąco lub na zimno.
Przepis:
składniki;
2 jajka, roztrzepane
1/2 szklanki mleka
1 szklanka tartego chleba
1 łyżeczka gorczycy lub 1/2 łyżeczki musztardy
1 łyżeczka soli
1/2 kg łososia z puszki lub świeżego
2 łyżki octu lub soku z cytryny
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
2 łyżki pokruszonych krakersów
2 łyżeczki masła
Roztrzep jajka w dużej misce. Wlej mleko, wsyp tarty chleb, dodaj musztardę lub gorczycę i sól. Rozdrobnij łososia i wrzuć do masy jajecznej. Przez cały czas mieszając, dodaj ocet lub sok z cytryny i pietruszkę. Starannie wymieszaj całość widelcem. Przełóż ciasto do nasmarowanej formy. Powierzchu posyp pokruszonymi krakersami i obłóż kawałkami masła. Piecz w temperaturze 350 F (180 C) przez 45 minut. Podawaj na ciepło, z sosem pomidorowym lub na zimno z majonezem. (Porcja dla 6 - 8 osób).
Po kilku minutach, z piekarnika dochodzi bardzo apetyczny zapach pieczonego ciasta :)
Finał:
Trudno uwierzyć, że z tak prostych składników powstało takie smaczne danie. Pod miło chrupiącą na wierzchu skorupką, znajduje się pulchne ciasto z różowymi kawałkami miękkiego łososia. Proporcja ilości ciasta do łososia tak dobrze dobrana, że wszystkie smaki łączą się harmonijnie. Jeszcze nie raz powrócę do tego przepisu i do notatnika kulinarnego Lucy Maud Montgomery.
Autorka powieści o Ani, Lucy Maud Montgomery, była żoną pastora i bardzo dobrą panią domu. Jak sama twierdziła, gdyby nie została pisarką, pewnie byłaby pierwszorzędną kucharką. Jako pani pastorowa prowadziła szkółkę niedzielną, organizowała pikniki i inne zebrania dla członków kongregacji, podczas których należało przyjąć gości stosownym poczęstunkiem: sałatkami, ciastami, herbatnikami lub innymi ciasteczkami.
Gromadzenie wypróbowanych przepisów było koniecznością, biorąc pod uwagę, że na początku XX wieku nie sprzedawano gotowych dań, co zmuszało do samodzielnego przyrządzania żywności w domach.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności do rąk Elaine Crawford i Kelly Crawford, autorek biografii słynnej pisarki i jednocześnie jej dalekich kuzynek, trafił pisany przez nią ręcznie notatnik kulinarny, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Jest to ciekawa lektura, mówiąca o żywności i sposobach jej przyrządzania na początku XX wieku.
Pamiętam, że w szkole podstawowej ja i moje koleżanki uwielbiałyśmy czytać powieści o dziewczynce z włosami koloru marchewki i niezwykłej fantazji, a Zielone Wzgórze wydawało się nam czarowną krainą, gdzie mieszkają bardzo sympatyczni ludzie, wśród pięknych krajobrazów Wyspy Księcia Edwarda.
Wybieram przepis na łososia w cieście, czyli sycące ciasto rybne, podawane na gorąco lub na zimno.
Przepis:
składniki;
2 jajka, roztrzepane
1/2 szklanki mleka
1 szklanka tartego chleba
1 łyżeczka gorczycy lub 1/2 łyżeczki musztardy
1 łyżeczka soli
1/2 kg łososia z puszki lub świeżego
2 łyżki octu lub soku z cytryny
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
2 łyżki pokruszonych krakersów
2 łyżeczki masła
Roztrzep jajka w dużej misce. Wlej mleko, wsyp tarty chleb, dodaj musztardę lub gorczycę i sól. Rozdrobnij łososia i wrzuć do masy jajecznej. Przez cały czas mieszając, dodaj ocet lub sok z cytryny i pietruszkę. Starannie wymieszaj całość widelcem. Przełóż ciasto do nasmarowanej formy. Powierzchu posyp pokruszonymi krakersami i obłóż kawałkami masła. Piecz w temperaturze 350 F (180 C) przez 45 minut. Podawaj na ciepło, z sosem pomidorowym lub na zimno z majonezem. (Porcja dla 6 - 8 osób).
Po kilku minutach, z piekarnika dochodzi bardzo apetyczny zapach pieczonego ciasta :)
Finał:
Trudno uwierzyć, że z tak prostych składników powstało takie smaczne danie. Pod miło chrupiącą na wierzchu skorupką, znajduje się pulchne ciasto z różowymi kawałkami miękkiego łososia. Proporcja ilości ciasta do łososia tak dobrze dobrana, że wszystkie smaki łączą się harmonijnie. Jeszcze nie raz powrócę do tego przepisu i do notatnika kulinarnego Lucy Maud Montgomery.
niedziela, 23 marca 2014
ROSÓŁ
Kuchnia bez rosołu, to jak królowa bez korony. Wzmacnia nasze ciało, a z dodatkiem lubczyku może też wpływać na nasze serce.
Myślę, że rosół zasługuje na to, aby zająć się właśnie nim w pierwszym blogowym wpisie. Przepis, którego używam pochodzi z książki „365 obiadów” Lucyny Ćwierczakiewiczowej, uznawanej za pierwszą autorkę książek kulinarnych w rozumieniu współczesnym. W drugiej połowie XIX wieku była pewnego rodzaju instytucją w życiu publicznym Warszawy, wyprzedzając swoją epokę zarówno poglądami na prowadzenie gospodarstwa domowego, jak też higienę i obyczaje.
Przepis:
„Chcąc mieć tęgi rosół, trzeba liczyć funt mięsa na osobę; na lżejszy, dość jest pół funta. Mięso zupełnie bez płukania zalać świeżą wodą i gotować na bardzo wolnym ogniu bez szumowania, które dziś chemia odrzuciła, jako odbierające smak rosołowi. Po godzinie, odstawić rosół od ognia, zalać łyżką zimnej wody, a tłustość zwana pozłotą, oddzieli się natychmiast i pokaże na wierzchu, fusy zaś opadną na spód. Wtedy trzeba ową tłustość zebrać, rosół posolić , włożyć włoszczyzny rozmaitej: na 5 funtów mięsa 3 grube korzonki pietruszki, pół selera, 2 pory, 3 marchewki, jedną cebulę z łupiną pierwej na blasze upieczoną, 2 suszone grzybki i nieco kwiatu muszkatołowego.”
„Wody na rosół liczy się na każdą osobę pół kwarty. Gotować 4 do 4 i pół godziny na wolnym ogniu. Przed wydaniem na stół, odstawić na chwilę z ognia, żeby się sklarował, przecedzić w wazę.”
Przeliczenie miar:
FUNT – 405 gr
KWARTA – 1000 gr
Bojąc się trochę tęgiego rosołu wybieram wersję lżejszą, czyli pół funta na osobę (200 gr).
Podczas czterogodzinnego oczekiwania towarzyszą mi kilka filiżanek zielonej herbaty, dwie niezwykłe kobiety: Lucyna Ćwierczakiewiczowa i
Agata Christie
Autorka niezwykła, królowa kryminału, pisała nieustannie przez ponad pół wieku, a jej powieści, przetłumaczone na ponad sto języków, nadal są czytane na całym świecie.
Finał:
Rosół, podstawa wielu innych zup i sosów nigdy się nie znudzi. Ugotowany według przepisu podstawowego Lucyny Ćwierczakiewiczowej ma delikatny smak, jest bardzo klarowny, chociaż jak dla mnie brakuje w nim przypraw. Jestem przyzwyczajona do smaku, w którym oprócz mięsa i jarzyn można wyczuć listek laurowy, ziele angielskie i pieprz. Jednak był to ciekawy eksperyment i nie żałuję ani chwili z kilkugodzinnego oczekiwania.
Myślę, że rosół zasługuje na to, aby zająć się właśnie nim w pierwszym blogowym wpisie. Przepis, którego używam pochodzi z książki „365 obiadów” Lucyny Ćwierczakiewiczowej, uznawanej za pierwszą autorkę książek kulinarnych w rozumieniu współczesnym. W drugiej połowie XIX wieku była pewnego rodzaju instytucją w życiu publicznym Warszawy, wyprzedzając swoją epokę zarówno poglądami na prowadzenie gospodarstwa domowego, jak też higienę i obyczaje.
Przepis:
„Chcąc mieć tęgi rosół, trzeba liczyć funt mięsa na osobę; na lżejszy, dość jest pół funta. Mięso zupełnie bez płukania zalać świeżą wodą i gotować na bardzo wolnym ogniu bez szumowania, które dziś chemia odrzuciła, jako odbierające smak rosołowi. Po godzinie, odstawić rosół od ognia, zalać łyżką zimnej wody, a tłustość zwana pozłotą, oddzieli się natychmiast i pokaże na wierzchu, fusy zaś opadną na spód. Wtedy trzeba ową tłustość zebrać, rosół posolić , włożyć włoszczyzny rozmaitej: na 5 funtów mięsa 3 grube korzonki pietruszki, pół selera, 2 pory, 3 marchewki, jedną cebulę z łupiną pierwej na blasze upieczoną, 2 suszone grzybki i nieco kwiatu muszkatołowego.”
„Wody na rosół liczy się na każdą osobę pół kwarty. Gotować 4 do 4 i pół godziny na wolnym ogniu. Przed wydaniem na stół, odstawić na chwilę z ognia, żeby się sklarował, przecedzić w wazę.”
Przeliczenie miar:
FUNT – 405 gr
KWARTA – 1000 gr
Bojąc się trochę tęgiego rosołu wybieram wersję lżejszą, czyli pół funta na osobę (200 gr).
Podczas czterogodzinnego oczekiwania towarzyszą mi kilka filiżanek zielonej herbaty, dwie niezwykłe kobiety: Lucyna Ćwierczakiewiczowa i
Agata Christie
Autorka niezwykła, królowa kryminału, pisała nieustannie przez ponad pół wieku, a jej powieści, przetłumaczone na ponad sto języków, nadal są czytane na całym świecie.
Finał:
Rosół, podstawa wielu innych zup i sosów nigdy się nie znudzi. Ugotowany według przepisu podstawowego Lucyny Ćwierczakiewiczowej ma delikatny smak, jest bardzo klarowny, chociaż jak dla mnie brakuje w nim przypraw. Jestem przyzwyczajona do smaku, w którym oprócz mięsa i jarzyn można wyczuć listek laurowy, ziele angielskie i pieprz. Jednak był to ciekawy eksperyment i nie żałuję ani chwili z kilkugodzinnego oczekiwania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































