Sok z granatów, syrop z płatków róży damasceńskiej, orzechy oraz aromatyczne przyprawy, to kwintesencja kuchni perskiej. Czyż to nie brzmi ekscytująco?
Chęć bliższego jej poznania wiąże się z książką Marshy Mehran, pt. „Zupa z granatów”. Autorka urodziła się w Teheranie, ale dorastała w Argentynie, dokąd jej rodzice uciekli z Iranu po rewolucji islamskiej. Jest to ciepła i pełna humoru opowieść o trzech siostrach, które podobnie jak autorka, uciekły z ogarniętego rewolucją Iranu i osiedliły się w małym irlandzkim miasteczku, otwierając egzotyczną Cafe Babilon. Wspaniała mieszanka perskich przypraw i irlandzkich charakterów tworzy bardzo udaną lekturę. Dodatkowym bonusem dla miłośników gotowania jest 13 przepisów na tradycyjne dania kuchni perskiej. Planowałam przygotowanie tytułowej zupy z granatów, ale z braku soku z tych owoców, na razie wypróbuję przepis na zupę z soczewicy.
Soczewica to roślina strączkowa, bardzo popularna wśród wegetarian, w których diecie z powodzeniem zastępuje mięso, z uwagi na dużą zawartość białka. Lista dobroczynnych składników, które zawiera jest długa: jest to m.in. kwas foliowy, wapń, fosfor, magnez oraz żelazo. Ponadto soczewica ma bardzo niski indeks glikemiczny i z powodzeniem może być stosowana podczas diet.
(źródło wikipedia)
Przepis:
2 szklanki czerwonej soczewicy
7 posiekanych cebul
7 wyciśniętych ząbków czosnku
1 łyżeczka kurkumy
4 łyżeczki mielonego kminku
oliwa z oliwek
7 szklanek rosołu z kury
3 szklanki wody
sól
2 łyżeczki ziaren czarnuszki (można zastąpić pieprzem)
Soczewicę wsypać do rondla, zalać wodą, zagotować, dusić bez przykrycia przez 9 minut. Odstawić. W wysokim garnku usmażyć na złoto na oliwie 6 posiekanych cebul, czosnek, kurkumę i kminek. Dodać soczewicę, rosół i wodę. Posolić, doprawić czarnuszką lub pieprzem do smaku. Doprowadzić do wrzenia, po czym gotować na małym ogniu pod przykryciem przez 40 minut. Resztę cebuli przesmażyć na oliwie, żeby była chrupka, ale nie przypalona. Posypać porcję zupy cebulą.
Finał:
Na próbę użyłam połowy składników. Zupa jest bardzo pożywna, ma delikatny słodkawy smak soczewicy i cebuli, przełamany nutą czosnku, kminku i kurkumy. Na pewno będzie smakować wielbicielom cebuli. Następnym razem wprowadzę małą poprawkę i dodam troszkę więcej soczewicy i troszkę mniej cebuli. Zupa z granatów przede mną, ale pierwsze koty za płoty z kuchnią perską zaliczone :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 maja 2014
poniedziałek, 12 maja 2014
KRAJANKA CYTRYNOWA
To ciasto dla wielbicieli cytryn, do których należała autorka powieści o Ani z Zielonego Wzgórza, Lucy Maud Montgomery. Jak sama twierdziła, gdyby nie była pisarką, pewnie zostałaby pierwszorzędną kucharką. Elaine Crawford i Kelly Crawford, autorki biografii słynnej pisarki i jednocześnie jej dalekie kuzynki, stworzyły ciekawą lekturę, mówiącą o żywności i sposobach jej przyrządzania na początku XX wieku, szczególnie w Kanadzie.
Przepis na krajankę cytrynową znajduje się w rozdziale poświęconym potrawom odpowiednim na letni lunch lub prowiant na piknik, jednak według mnie pasuje również na podwieczorek. Wiem, że zwyczaj jadania podwieczorków wygasa, na co wpływ ma zapewne brak czasu i mała przerwa pomiędzy obiadem i kolacją, ale może warto od czasu do czasu wypić bez pośpiechu popołudniową herbatę z kawałkiem ciasta własnej roboty?
Przepis:
Zacznij od przygotowania masy:
1 szklanka cukru
1 łyżka mąki
3/4 szklanki wody
1 jajko lekko roztrzepane
1 cytryna – starta skórka i sok
Wymieszaj w rondelku cukier i mąkę, wciąż mieszając dolej wodę i lekko roztrzepane jajko. Zagotuj, nie przerywając mieszania. Po uzyskaniu gładkiej, gęstej konsystencji, zdejmij z ognia i dodaj skórkę cytrynową i sok.
Czekając, aż ostygnie masa, zajmij się mieszaniem ciasta na spód i wierzch krajanki.
3/4 szklanki zwykłej mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3/4 szklanki masła
1/2 szklanki białego cukru
1 szklanka wiórków kokosowych
1 1/2 szklanki pokruszonych zwykłych herbatników
Przesiej mąkę razem z proszkiem do pieczenia, zmieszaj z masłem. Dodaj cukier, wiórki kokosowe i pokruszone herbatniki. Połowę masy wyłóż i równomiernie rozprowadź na posmarowanej masłem blasze o rozmiarach 23 x 23 cm i mocno przyciśnij. Nałóż masę, na wierzchu rozprowadź resztę ciasta. Piecz w piekarniku rozgrzanym do 180 C prze 25 minut. Po ostudzeniu pokrój na kwadraty.
Ja wymieszałam masło z mąką w malakserze. Ciasto ma konsystencję podobną do plasteliny, spód położyłam według przepisu i docisnęłam, natomiast na wierzch ułożyłam kawałki ciasta, trochę jak kruszonka.
Finał:
Ciasto pachnie super apetycznie, jest bardzo maślane i bardzo słodkie. Następnym razem do masy dodam mniej wody i więcej soku z cytryny, żeby dodatkowo uwypuklić cytrynowy smak. Wierzch wspaniale chrupie, dzięki dodatkowi wiórków kokosowych i herbatników. Nie jest to propozycja dla osób, będących na diecie, ale dla pozostałych jeden kawałek, to zdecydowanie za mało :))
I mój cytrynowy obrus znalazł się w odpowiednim towarzystwie :))
Przepis na krajankę cytrynową znajduje się w rozdziale poświęconym potrawom odpowiednim na letni lunch lub prowiant na piknik, jednak według mnie pasuje również na podwieczorek. Wiem, że zwyczaj jadania podwieczorków wygasa, na co wpływ ma zapewne brak czasu i mała przerwa pomiędzy obiadem i kolacją, ale może warto od czasu do czasu wypić bez pośpiechu popołudniową herbatę z kawałkiem ciasta własnej roboty?
Przepis:
Zacznij od przygotowania masy:
1 szklanka cukru
1 łyżka mąki
3/4 szklanki wody
1 jajko lekko roztrzepane
1 cytryna – starta skórka i sok
Wymieszaj w rondelku cukier i mąkę, wciąż mieszając dolej wodę i lekko roztrzepane jajko. Zagotuj, nie przerywając mieszania. Po uzyskaniu gładkiej, gęstej konsystencji, zdejmij z ognia i dodaj skórkę cytrynową i sok.
Czekając, aż ostygnie masa, zajmij się mieszaniem ciasta na spód i wierzch krajanki.
3/4 szklanki zwykłej mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3/4 szklanki masła
1/2 szklanki białego cukru
1 szklanka wiórków kokosowych
1 1/2 szklanki pokruszonych zwykłych herbatników
Przesiej mąkę razem z proszkiem do pieczenia, zmieszaj z masłem. Dodaj cukier, wiórki kokosowe i pokruszone herbatniki. Połowę masy wyłóż i równomiernie rozprowadź na posmarowanej masłem blasze o rozmiarach 23 x 23 cm i mocno przyciśnij. Nałóż masę, na wierzchu rozprowadź resztę ciasta. Piecz w piekarniku rozgrzanym do 180 C prze 25 minut. Po ostudzeniu pokrój na kwadraty.
Ja wymieszałam masło z mąką w malakserze. Ciasto ma konsystencję podobną do plasteliny, spód położyłam według przepisu i docisnęłam, natomiast na wierzch ułożyłam kawałki ciasta, trochę jak kruszonka.
Finał:
Ciasto pachnie super apetycznie, jest bardzo maślane i bardzo słodkie. Następnym razem do masy dodam mniej wody i więcej soku z cytryny, żeby dodatkowo uwypuklić cytrynowy smak. Wierzch wspaniale chrupie, dzięki dodatkowi wiórków kokosowych i herbatników. Nie jest to propozycja dla osób, będących na diecie, ale dla pozostałych jeden kawałek, to zdecydowanie za mało :))
I mój cytrynowy obrus znalazł się w odpowiednim towarzystwie :))
sobota, 10 maja 2014
JAJKA
Dawniej dobrego kucharza rozpoznawano po czapce, jaką nosił w trakcie pracy. Zwykły kucharz mógł zakładać mały toczek, mistrz nadzorujący pracę toczek z zakładkami, natomiast szef kuchni musiał poradzić sobie ze dużym wykrochmalonym toczkiem, który posiadał tyle zakładek, na ile sposobów potrafił przyrządzić jajko.
Większość szefów znało sto sposobów, natomiast Auguste Escoffier twierdził, że zna takich sposobów sześćset osiemdziesiąt pięć!!! Escoffier był genialnym kucharzem i szefem kuchni w prestiżowych reatauracjach, ale też osobą, która zrewolucjonizowała w XIX w. świat kulinarny, wprowadzając system pracy kucharzy oparty na doświadczeniach wyniesionych z wojska. Od tej pory zamiast kazać jednemu kucharzowi przygotowywać całe danie, kuchnia została podzielona na strefy (brygady), a każdą z nich kierował mistrz. Talerz przechodził od jednego mistrza do drugiego, stopniowo zapełniając się poszczególnymi elementami. Taka organizacja kuchni sprawdza się do dzisiaj.
Escoffier był także autorem potraw, które dedykował znanym osobistościom, bywającym w jego restauracjach, np. deser Melba nazwał na cześć australijskiej śpiewaczki operowej Nellie Melba. O śpiewaczce mało kto pamięta, ale Melba nadal pozostaje w kanonie klasycznych deserów. W książce „Białe trufle” autorstwa N.M. Kelby, poświęconej Escoffierowi, znajdujemy portret człowieka, dla którego gotowanie było pasją tak wielką, że mógł poświęcić dla niej całe życie oraz szczęście własne i swojej rodziny . To również powieść o miłości, kobietach i jedzeniu. O tym, jak bardzo przygotowywanie potraw i ich spożywanie może wpływać na nasze zmysły i uczucia.
Poszukując przepisów na dania z jajek, znalazłam książkę poświęconą właśnie temu składnikowi, której autorem jest Michel Roux, również wybitny kucharz, będący szefem kuchni w restauracji Watersiede Inn w angielskim miasteczku Bray, od 21 lat utrzymującej trzy gwiazdki Michelina, najbardziej prestiżowe wyróżnienie gastronomiczne.
Według niego jajka są najprostszym i kompletnym pokarmem, jednocześnie tak uniwersalnym, że można z niego przygotować zarówno szybkie posiłki, jak też wykwintne dania.
Spośród 130 przepisów bardzo trudno dokonać wyboru, w końcu decyduję się na jajka w koszulkach i jajka pieczone.
Jajka w koszulkach.
Przepis:
Głęboki rondel napełniamy nieosoloną wodą p, do wysokości około 10 cm. Dodajemy 3 łyżki białego octu winnego i doprowadzamy do wrzenia. Rozbijamy jajko do małej miseczki i delikatnie przelewamy do wody, w miejscu najintensywniejszego wrzenia. Za pomocą łyżki cedzakowej wyjmujemy jajko. Podajemy od razu lub przekładamy do miski z mocno schłodzoną wodą i odstawiamy na 10 minut. Małym nożem przycinamy nierówności białka, żeby nadać mu ładny kształt. Jajko w koszulce można też wykorzystać, jako dodatek, np. do zupy warzywnej, albo do pure z ziemniaków, w którym robimy specjalny dołek dla jajka.
Chyba potrzebuję więcej wprawy, żeby uzyskać takie ładne jajko w koszulce, jak na zdjęciu w książce :)
Jajka pieczone (w kokilkach).
Przepis:
Jajka muszą mieć temperaturę pokojową. Piekarnik rozgrzewamy do 170 C. Kamionkowe lub ceramiczne kokilki smarujemy miękkim masłem. Lekko posypujemy solą i pieprzem. Jajko ostrożnie wybijamy do małego naczynia i delikatnie przelewamy do kokilki. Do białka dolewamy ok. łyżki śmietany kremówki, uważając, żeby na wpłynęła na żółtko. Blachę do pieczenia wkładamy pergaminem. Stawiamy miseczkę i nalewamy na blachę trochę wrzącej wody, do połowy brzegów. Wkładamy do piekarnika.
Po około 10 minutach białko powinno być ścięte, a żółtko płynne. Jeśli ktoś woli mocnej upieczone, powinien poczekać jeszcze około 3 minut.
Smakuje trochę, jak jajko sadzone, ale jest delikatniejsze i ładniej wygląda :))
Gotowanie, to związek małżeński nauki i poezji, jak twierdził Escoffier :)) więc ważne jest dla wszystkich zmysłów.
Większość szefów znało sto sposobów, natomiast Auguste Escoffier twierdził, że zna takich sposobów sześćset osiemdziesiąt pięć!!! Escoffier był genialnym kucharzem i szefem kuchni w prestiżowych reatauracjach, ale też osobą, która zrewolucjonizowała w XIX w. świat kulinarny, wprowadzając system pracy kucharzy oparty na doświadczeniach wyniesionych z wojska. Od tej pory zamiast kazać jednemu kucharzowi przygotowywać całe danie, kuchnia została podzielona na strefy (brygady), a każdą z nich kierował mistrz. Talerz przechodził od jednego mistrza do drugiego, stopniowo zapełniając się poszczególnymi elementami. Taka organizacja kuchni sprawdza się do dzisiaj.
Escoffier był także autorem potraw, które dedykował znanym osobistościom, bywającym w jego restauracjach, np. deser Melba nazwał na cześć australijskiej śpiewaczki operowej Nellie Melba. O śpiewaczce mało kto pamięta, ale Melba nadal pozostaje w kanonie klasycznych deserów. W książce „Białe trufle” autorstwa N.M. Kelby, poświęconej Escoffierowi, znajdujemy portret człowieka, dla którego gotowanie było pasją tak wielką, że mógł poświęcić dla niej całe życie oraz szczęście własne i swojej rodziny . To również powieść o miłości, kobietach i jedzeniu. O tym, jak bardzo przygotowywanie potraw i ich spożywanie może wpływać na nasze zmysły i uczucia.
Poszukując przepisów na dania z jajek, znalazłam książkę poświęconą właśnie temu składnikowi, której autorem jest Michel Roux, również wybitny kucharz, będący szefem kuchni w restauracji Watersiede Inn w angielskim miasteczku Bray, od 21 lat utrzymującej trzy gwiazdki Michelina, najbardziej prestiżowe wyróżnienie gastronomiczne.
Według niego jajka są najprostszym i kompletnym pokarmem, jednocześnie tak uniwersalnym, że można z niego przygotować zarówno szybkie posiłki, jak też wykwintne dania.
Spośród 130 przepisów bardzo trudno dokonać wyboru, w końcu decyduję się na jajka w koszulkach i jajka pieczone.
Jajka w koszulkach.
Przepis:
Głęboki rondel napełniamy nieosoloną wodą p, do wysokości około 10 cm. Dodajemy 3 łyżki białego octu winnego i doprowadzamy do wrzenia. Rozbijamy jajko do małej miseczki i delikatnie przelewamy do wody, w miejscu najintensywniejszego wrzenia. Za pomocą łyżki cedzakowej wyjmujemy jajko. Podajemy od razu lub przekładamy do miski z mocno schłodzoną wodą i odstawiamy na 10 minut. Małym nożem przycinamy nierówności białka, żeby nadać mu ładny kształt. Jajko w koszulce można też wykorzystać, jako dodatek, np. do zupy warzywnej, albo do pure z ziemniaków, w którym robimy specjalny dołek dla jajka.
Chyba potrzebuję więcej wprawy, żeby uzyskać takie ładne jajko w koszulce, jak na zdjęciu w książce :)
Jajka pieczone (w kokilkach).
Przepis:
Jajka muszą mieć temperaturę pokojową. Piekarnik rozgrzewamy do 170 C. Kamionkowe lub ceramiczne kokilki smarujemy miękkim masłem. Lekko posypujemy solą i pieprzem. Jajko ostrożnie wybijamy do małego naczynia i delikatnie przelewamy do kokilki. Do białka dolewamy ok. łyżki śmietany kremówki, uważając, żeby na wpłynęła na żółtko. Blachę do pieczenia wkładamy pergaminem. Stawiamy miseczkę i nalewamy na blachę trochę wrzącej wody, do połowy brzegów. Wkładamy do piekarnika.
Po około 10 minutach białko powinno być ścięte, a żółtko płynne. Jeśli ktoś woli mocnej upieczone, powinien poczekać jeszcze około 3 minut.
Smakuje trochę, jak jajko sadzone, ale jest delikatniejsze i ładniej wygląda :))
Gotowanie, to związek małżeński nauki i poezji, jak twierdził Escoffier :)) więc ważne jest dla wszystkich zmysłów.
niedziela, 4 maja 2014
ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA
Film czy książka? Ekranizacja powieści często nie spełnia naszych oczekiwań. Czytając pracuje nasza wyobraźnia i mamy własne poglądy związane z postaciami występujących w książce, scenografią czy kostiumami.
W przypadku powieści Jane Austen „Rozważna i romantyczna”, opowiadającej historię dwóch sióstr Dashwood: starszej Eleonory i młodszej Marianny, film nakręcony w
1995 r. z Emmą Thompson w roli Eleonory i Kate Winslet, jako Marianny z pewnością dorównuje powieści, a może nawet ją przewyższa. Ja w każdym razie uwielbiam go oglądać.
Eleonora jest pełna wdzięku i rozsądku. Marianna bardzo uczuciowa, a nawet gotowa umrzeć z miłości. Eleonora nie może ujawniać, jak bardzo zależy jej na Edwardzie,
z uwagi na powierzoną tajemnicę, dotyczącą jego wcześniejszych zaręczyn z inną. Marianna nie potrafi ukrywać miłości do pana Willoughby. Niestety zostaje odtrącona, co przynosi jej straszne cierpienie, tym bardziej, że powodem zerwania są pieniądze, a nie uczucia. Pani Jennings, goszcząca obie siostry w swoim domu w Londynie, pragnąc pomóc złagodzić ból Marianny głowi się nad smakołykiem, który przyniósłby jej ukojenie. W filmie proponuje oliwki, w książce kieliszek wybornego wina z Konstancy, które pomagało nawet jej mężowi w czasie ataków podagry.
Obawiam się, że żadna z tych propozycji nie spowodowałaby polepszenia sytuacji. Ale może tradycyjny angielski pudding podziałałby jak balsam na złamane serce?
W poszukiwaniu najbardziej odpowiedniego przepisu powracam oczywiście do receptur z początku XIX w. zawartych w książce Maggie Black i Deirdre Le Faye pt. Książka kucharska Jane Austen”, z której już korzystałam m.in. w poście DUMA I UPRZEDZENIE.
Przepis:
(na 6 osób)
5 filiżanek pokruszonego białego chleba bez skórki
1/2 filiżanki masła
3/4 filiżanki brązowego cukru
2 małe jajka lekko rozbite
1 łyżka wody różanej
1 litr rosołu
1 łyżka startej skórki z cytryny
szczypta zmielonych goździków
1/4 łyżeczki soli
szczypta białego pieprzu
3/4 filiżanki rodzynek
1/4 filiżanki mleka
Nastaw piekarnik na 180 C. Podpiecz okruchy chleba na dnie piekarnika na papierze do pieczenia przez kilka minut. Utrzyj masło z cukrem, dodawaj stopniowo jajka i wodę różaną. Wmieszaj widelcem chleb na gładką masę, dodaj resztę suchych składników. Na końcu dodaj rodzynki. Rozrzedź pudding mlekiem na tyle, żeby rozluźnić konsystencję. Przełóż pudding do posmarowanej masłem formy i przykryj folią aluminiową. Piecz prze około godzinę lub do czasu, aż patyczek do nakłuwania ciasta będzie suchy. Ja piekłam 45 minut. Po upieczeniu odstaw na 10 minut. Podawaj ciepły, w formie w której się piekł. Można polać śmietaną. Ja przygotowałam z połowy składników, z cynamonem zamiast goździków i piekłam w osobnych kokilkach.
Finał:
Pudding wyszedł pyszny. W pierwszym kęsie wyczuwa się smak skórki cytryny i cynamonu, w drugim słodycz rodzynek, a po trzecim na twarzy pojawia się błogi uśmiech. Z pewnością bardzo poprawia nastrój :))
W przypadku powieści Jane Austen „Rozważna i romantyczna”, opowiadającej historię dwóch sióstr Dashwood: starszej Eleonory i młodszej Marianny, film nakręcony w
1995 r. z Emmą Thompson w roli Eleonory i Kate Winslet, jako Marianny z pewnością dorównuje powieści, a może nawet ją przewyższa. Ja w każdym razie uwielbiam go oglądać.
Eleonora jest pełna wdzięku i rozsądku. Marianna bardzo uczuciowa, a nawet gotowa umrzeć z miłości. Eleonora nie może ujawniać, jak bardzo zależy jej na Edwardzie,
z uwagi na powierzoną tajemnicę, dotyczącą jego wcześniejszych zaręczyn z inną. Marianna nie potrafi ukrywać miłości do pana Willoughby. Niestety zostaje odtrącona, co przynosi jej straszne cierpienie, tym bardziej, że powodem zerwania są pieniądze, a nie uczucia. Pani Jennings, goszcząca obie siostry w swoim domu w Londynie, pragnąc pomóc złagodzić ból Marianny głowi się nad smakołykiem, który przyniósłby jej ukojenie. W filmie proponuje oliwki, w książce kieliszek wybornego wina z Konstancy, które pomagało nawet jej mężowi w czasie ataków podagry.
Obawiam się, że żadna z tych propozycji nie spowodowałaby polepszenia sytuacji. Ale może tradycyjny angielski pudding podziałałby jak balsam na złamane serce?
W poszukiwaniu najbardziej odpowiedniego przepisu powracam oczywiście do receptur z początku XIX w. zawartych w książce Maggie Black i Deirdre Le Faye pt. Książka kucharska Jane Austen”, z której już korzystałam m.in. w poście DUMA I UPRZEDZENIE.
Przepis:
(na 6 osób)
5 filiżanek pokruszonego białego chleba bez skórki
1/2 filiżanki masła
3/4 filiżanki brązowego cukru
2 małe jajka lekko rozbite
1 łyżka wody różanej
1 litr rosołu
1 łyżka startej skórki z cytryny
szczypta zmielonych goździków
1/4 łyżeczki soli
szczypta białego pieprzu
3/4 filiżanki rodzynek
1/4 filiżanki mleka
Nastaw piekarnik na 180 C. Podpiecz okruchy chleba na dnie piekarnika na papierze do pieczenia przez kilka minut. Utrzyj masło z cukrem, dodawaj stopniowo jajka i wodę różaną. Wmieszaj widelcem chleb na gładką masę, dodaj resztę suchych składników. Na końcu dodaj rodzynki. Rozrzedź pudding mlekiem na tyle, żeby rozluźnić konsystencję. Przełóż pudding do posmarowanej masłem formy i przykryj folią aluminiową. Piecz prze około godzinę lub do czasu, aż patyczek do nakłuwania ciasta będzie suchy. Ja piekłam 45 minut. Po upieczeniu odstaw na 10 minut. Podawaj ciepły, w formie w której się piekł. Można polać śmietaną. Ja przygotowałam z połowy składników, z cynamonem zamiast goździków i piekłam w osobnych kokilkach.
Finał:
Pudding wyszedł pyszny. W pierwszym kęsie wyczuwa się smak skórki cytryny i cynamonu, w drugim słodycz rodzynek, a po trzecim na twarzy pojawia się błogi uśmiech. Z pewnością bardzo poprawia nastrój :))
sobota, 12 kwietnia 2014
FRYKANDO
Frykando brzmi jak nazwa tańca dworskiego lub salonowego, podobnie do nazw takich jak: tango mambo, saltarello, czy sarabanda. Jednak z tańcem nie ma nic wspólnego.
Frykadno to pochodzące z francuskiego określenie poszczególnych części udźca (cielęcego, wieprzowego lub dziczyzny).
Powracam do przepisów z początku XIX w. zawartych w książce Maggie Black i Deirdre Le Faye pt. Książka kucharska Jane Austen”, z której już korzystałam w poście DUMA I UPRZEDZENIE.
W czasach Jane Austen właściciele ziemscy mogli sobie pozwolić na dobre i wykwintne jedzenie. W tym czasie Anglicy słynęli z zamiłowania do mięsa, choć sposób jego przyrządzania był odmienny od współczesnego. Najczęściej pieczono je na rożnach na wolnym ogniu, zawijając w olejowany papier, aby zapobiec przypaleniu.
W rozdziale, dotyczącym wizyty przyjaciół znajduję przepis na frykando cielęce.
Przepis:
Weź udziec cielęcy, wytnij z części grubej plastry na pół cala grube i sześć cali długie. Obłóż łodygami młodych karczochów i oprósz mąką. Piecz na ogniu, aż nabiorą jasnobrązowego koloru, po czym przełóż do wielkiego rondla, dodaj kwartę sosu i duś przez pół godziny. Dołóż plasterek cytryny, nieco sardeli, dwie łyżeczki pikli cytrynowych, pokaźną łyżkę przecieru orzechowego, takąż smażeniny, trochę pieprzu kajeńskiego, kilka smardzów i trufli. Kiedy frykando miękkim się stanie, wyjmij je, a sos zagęść masłem i mąką. Przecedź, wyłóż mięso na półmisek i polej dobrze sosem, obłóż cytryną i berberysem. Niektórzy dekorują pulpecikami albo kulkami zawijanymi w cielęcą kiszkę, albo żółtkami jaj na twardo gotowanych, co mile cieszy oko.
Przepis uwspółcześniony:
6 plastrów cielęciny grubych na centymetr
kilka gałązek świeżego rozmarynu
sól i pieprz
olej lub masło do smażenia
1 litr rosołu
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka pasty z sardeli (anchois)
2 lub 3 łyżki przecieru grzybowego
11 dag drobno pokrojonych pieczarek
pieprz cayenne
beurre manie zrobione z 2,5 dag miękkiego masła i tej samej ilości mąki
Do dekoracji:
plasterki cytryny
żurawina lub sos żurawinowy
1 lub 2 żółtka ugotowanego na twardo jajka
Rozbij mięso tłuczkiem, natrzyj rozmarynem i posól. Usmaż na oleju lub maśle, tak by lekko się przyrumieniło z obu stron, przełóż do rondla, dodaj rosół, sok z cytryny, przecier z sardeli i grzybowy, pieczarki i szczyptę pieprzu cayenne. Duś, aż mięso zrobi się miękkie. Przełóż frykando na półmisek i trzymaj w cieple. Zdejmij rondel z ognia, wrób małe kawałeczki beurre manie, ponownie podgrzej i zagęść sos do konsystencji, jaka wyda ci się odpowiednia. Polej nim mięso, udekoruj cytryną, żurawiną i pokruszonym żółtkiem.
W trakcie oczekiwania, aż mięso się udusi towarzyszy mi Emma, bohaterka powieści Jane Austen o tym właśnie tytule. Nie jest to tylko powieść o perypetiach matrymonialnych, ale także komedia pomyłek, w czasie której urocza bohaterka szuka odpowiednego męża dla swojej ubogiej przyjaciółki, nie zauważając przy tym, że sama staje się zakochana. Na podstawie powieści nakręcono kilka filmów m.in. z Gwyneth Paltrow w roli głównej
oraz małe co nieco :)
Finał:
Przyznam się, że nie dodałam żurawiny, ale i bez niej frykando jest pyszne. Mięso miękkie i delikatne w bardzo esencjonalnym sosie, w którym wyczuwa się rozmaryn, aromat grzybów i cytrynową świeżość. Bardzo przyjemne połączenie :)
Frykadno to pochodzące z francuskiego określenie poszczególnych części udźca (cielęcego, wieprzowego lub dziczyzny).
Powracam do przepisów z początku XIX w. zawartych w książce Maggie Black i Deirdre Le Faye pt. Książka kucharska Jane Austen”, z której już korzystałam w poście DUMA I UPRZEDZENIE.
W czasach Jane Austen właściciele ziemscy mogli sobie pozwolić na dobre i wykwintne jedzenie. W tym czasie Anglicy słynęli z zamiłowania do mięsa, choć sposób jego przyrządzania był odmienny od współczesnego. Najczęściej pieczono je na rożnach na wolnym ogniu, zawijając w olejowany papier, aby zapobiec przypaleniu.
W rozdziale, dotyczącym wizyty przyjaciół znajduję przepis na frykando cielęce.
Przepis:
Weź udziec cielęcy, wytnij z części grubej plastry na pół cala grube i sześć cali długie. Obłóż łodygami młodych karczochów i oprósz mąką. Piecz na ogniu, aż nabiorą jasnobrązowego koloru, po czym przełóż do wielkiego rondla, dodaj kwartę sosu i duś przez pół godziny. Dołóż plasterek cytryny, nieco sardeli, dwie łyżeczki pikli cytrynowych, pokaźną łyżkę przecieru orzechowego, takąż smażeniny, trochę pieprzu kajeńskiego, kilka smardzów i trufli. Kiedy frykando miękkim się stanie, wyjmij je, a sos zagęść masłem i mąką. Przecedź, wyłóż mięso na półmisek i polej dobrze sosem, obłóż cytryną i berberysem. Niektórzy dekorują pulpecikami albo kulkami zawijanymi w cielęcą kiszkę, albo żółtkami jaj na twardo gotowanych, co mile cieszy oko.
Przepis uwspółcześniony:
6 plastrów cielęciny grubych na centymetr
kilka gałązek świeżego rozmarynu
sól i pieprz
olej lub masło do smażenia
1 litr rosołu
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka pasty z sardeli (anchois)
2 lub 3 łyżki przecieru grzybowego
11 dag drobno pokrojonych pieczarek
pieprz cayenne
beurre manie zrobione z 2,5 dag miękkiego masła i tej samej ilości mąki
Do dekoracji:
plasterki cytryny
żurawina lub sos żurawinowy
1 lub 2 żółtka ugotowanego na twardo jajka
Rozbij mięso tłuczkiem, natrzyj rozmarynem i posól. Usmaż na oleju lub maśle, tak by lekko się przyrumieniło z obu stron, przełóż do rondla, dodaj rosół, sok z cytryny, przecier z sardeli i grzybowy, pieczarki i szczyptę pieprzu cayenne. Duś, aż mięso zrobi się miękkie. Przełóż frykando na półmisek i trzymaj w cieple. Zdejmij rondel z ognia, wrób małe kawałeczki beurre manie, ponownie podgrzej i zagęść sos do konsystencji, jaka wyda ci się odpowiednia. Polej nim mięso, udekoruj cytryną, żurawiną i pokruszonym żółtkiem.
W trakcie oczekiwania, aż mięso się udusi towarzyszy mi Emma, bohaterka powieści Jane Austen o tym właśnie tytule. Nie jest to tylko powieść o perypetiach matrymonialnych, ale także komedia pomyłek, w czasie której urocza bohaterka szuka odpowiednego męża dla swojej ubogiej przyjaciółki, nie zauważając przy tym, że sama staje się zakochana. Na podstawie powieści nakręcono kilka filmów m.in. z Gwyneth Paltrow w roli głównej
oraz małe co nieco :)
Finał:
Przyznam się, że nie dodałam żurawiny, ale i bez niej frykando jest pyszne. Mięso miękkie i delikatne w bardzo esencjonalnym sosie, w którym wyczuwa się rozmaryn, aromat grzybów i cytrynową świeżość. Bardzo przyjemne połączenie :)
wtorek, 1 kwietnia 2014
DUMA I UPRZEDZENIE
"Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony". Tak rozpoczyna się powieść Jane Austen "Duma i uprzedzenia". Autorka opisująca życie klas wyższych w Anglii na przełomie XVIII i XIX wieku, tworzyła powieści barwnie opisujące perypetie związane właśnie z małżeństwem, ale potrafiła także odtworzyć realia epoki, w szczególności sytuację kobiet. W przypadku panien z dobrych domów, nie mających posagu, a chcących wyjść za mąż, wyjątkowe znaczenie miała nieskazitelna reputacja. W jej powieściach odnajdziemy wiele szczegółów związanych z ówczesnymi obyczajami i zasadami dobrego wychowania.
Jane Austen - portret (źródło:Wikipedia)
Jakie panowały wtedy zwyczaje kulinarne, co podawano na eleganckich przyjęciach, a co jadano na co dzień w wiejskich posiadłościach. Na te pytania odpowiadają Maggie Black i Deirdre Le Faye, autorki książki pt. "Książka kucharska Jane Austen".
Jeśli chodzi o rozkład dnia, to trzeba podkreślić, że przede wszystkim jadano o innych porach, niż obecnie, głównie z powodu braku sztucznego oświetlenia. Świece, drwa i wegiel były drogie, dlatego ważne było jak najlepsze wykorzystanie światła dzienego. Śniadanie zazwyczaj zjadano około godziny dziesiątej. Obiad podawano o trzeciej lub czwartej po południu i trwał średnio około dwóch godzin. Latem po jego zakończeniu towarzystwo wybierało się na spacer. Zimą gromadzono się w bawialni, gdzie przy ogniu na kominku rozmawiano, grano w karty albo urządzano zaimprowizowane koncerty i tańce. Około ósmej spożywano lekką kolację, podczas której podawano także ciasto i herbatę.
Współcześni Jane Austen nie mieli oczywiście tak łatwego dostępu do produktów spożywczych, jak obecnie. Głównie korzystano z artykułów lokalnych, zbieranych sezonowo, co z jednej strony miało swoje dobre strony, bo jadano świeże plony, jednak z drugiej strony bardzo ograniczało dobór potraw.
Powszechnie znany angielski obyczaj picia herbaty o godzinie piątej, to nowość wprowadzona w epoce edwardiańskiej, czyli w czasie panowania syna królowej Wiktorii (1900 - 1910), o ściśle określonej funkcji towarzyskiej.
Za czasów Jane Austen nie wydawano poradników kulinarnych, więc najczęściej posługiwano się przepisami, zapisanymi ręcznie, które przechodziły z pokolenia na pokolenie.
Z licznych propozycji zawartych w www. książce wybieram "Lane ciastka rautowe", głównie ze względu na bardzo wykwintną nazwę.
Przepis w wersji oryginalnej:
"Zmieszaj dwa funty mąki, jeden funt masła, jeden cukru, jeden koryntek, czystych i obsuszonych. Ugnieć na ścisłe ciasto z dwoma jajami, łyżką wody z kwiatu pomarańczy, łyżką wody różanej, łyżką wina słodkiego, łyżką brandy. Polej na omączoną blachę; pieką się bardzo szybko."
Przepis w wersji uwspółcześnionej:
15 dag mąki (1 1/4 filiżanki)
szczypta soli
5 dag miękkiego masła (4 łyżki)
5 dag drobnego cukru (1/3 filiżanki)
1 jajko
1/2 łyżeczki soku z pomarańczy
1/2 łyżeczki wody różanej
1 łyżeczka słodkiego białego wina lub sherry
1 łyżeczka brandy
2,5 dag rodzynek (1/4 filiżanki)
Nastaw piekarnik na temperaturę 180 C. Przesiej mąkę do miski, dodaj sól. Wyrób z masłem do otrzymania kruchej konsystencji, dodaj cukier. W miseczce ubij jajko. Dodaj sok, wodę różaną, wino lub sherry i brandy, po czym dokładnie wymieszaj. Stopniowo połącz płynne składniki z suchymi, wyrabiaj, aż ciasto będzie gładkie. Na końcu dodaj rodzynki. Na lekko natłuszczonej blasze formuj z ciasta małe, równe kopczyki o przekroju około dwóch centymetrów, piecz przez 16 - 18 minut, po czym odstaw do ostudzenia. Ciasteczka rautowe pasują do wina i do porannej lub poobiedniej kawy. W czasach georgiańskich podawano je także na przyjęciach, na deser przy kolacji.
W czasie oczekiwania, aż ciasteczka się upieką, ponownie daję się oczarować miłosnym perypetiom sióstr Bennet z Longbourn i ich sąsiadom spędzającym lato w Netherfield: panu Bingley i panu Darcy. Niestety powieść "Duma i uprzedzenie", to lektura podstępna i niebezpieczna, szczególnie, gdy włożyło się ciastka do gorącego piekarnika. Nawet coraz silniejszy zapach pieczonego ciasta nie wystarczył, żeby na czas oderwać się od zawiłych uczuć Jane Bennet i pana Bingley oraz Elizabeth Bennet i pana Darcy.
Finał:
Oryginalne ciasteczka raczej powinny mieć jaśniejszą "cerę", a nie jak po dwutygodniowych wczasach w ciepłych krajach, bez kremu z filtrem. Pomimo wyglądu, smakują dobrze, są kruche, słodkie, ale bez przesady, z wyczuwalnym aromatem brandy i pomarańczy (chyba dlatego, że dodałam spory chlust jednego i drugiego).
Przynajmniej talerzyk się ładnie prezentuje :)
Jane Austen - portret (źródło:Wikipedia)
Jakie panowały wtedy zwyczaje kulinarne, co podawano na eleganckich przyjęciach, a co jadano na co dzień w wiejskich posiadłościach. Na te pytania odpowiadają Maggie Black i Deirdre Le Faye, autorki książki pt. "Książka kucharska Jane Austen".
Jeśli chodzi o rozkład dnia, to trzeba podkreślić, że przede wszystkim jadano o innych porach, niż obecnie, głównie z powodu braku sztucznego oświetlenia. Świece, drwa i wegiel były drogie, dlatego ważne było jak najlepsze wykorzystanie światła dzienego. Śniadanie zazwyczaj zjadano około godziny dziesiątej. Obiad podawano o trzeciej lub czwartej po południu i trwał średnio około dwóch godzin. Latem po jego zakończeniu towarzystwo wybierało się na spacer. Zimą gromadzono się w bawialni, gdzie przy ogniu na kominku rozmawiano, grano w karty albo urządzano zaimprowizowane koncerty i tańce. Około ósmej spożywano lekką kolację, podczas której podawano także ciasto i herbatę.
Współcześni Jane Austen nie mieli oczywiście tak łatwego dostępu do produktów spożywczych, jak obecnie. Głównie korzystano z artykułów lokalnych, zbieranych sezonowo, co z jednej strony miało swoje dobre strony, bo jadano świeże plony, jednak z drugiej strony bardzo ograniczało dobór potraw.
Powszechnie znany angielski obyczaj picia herbaty o godzinie piątej, to nowość wprowadzona w epoce edwardiańskiej, czyli w czasie panowania syna królowej Wiktorii (1900 - 1910), o ściśle określonej funkcji towarzyskiej.
Za czasów Jane Austen nie wydawano poradników kulinarnych, więc najczęściej posługiwano się przepisami, zapisanymi ręcznie, które przechodziły z pokolenia na pokolenie.
Z licznych propozycji zawartych w www. książce wybieram "Lane ciastka rautowe", głównie ze względu na bardzo wykwintną nazwę.
Przepis w wersji oryginalnej:
"Zmieszaj dwa funty mąki, jeden funt masła, jeden cukru, jeden koryntek, czystych i obsuszonych. Ugnieć na ścisłe ciasto z dwoma jajami, łyżką wody z kwiatu pomarańczy, łyżką wody różanej, łyżką wina słodkiego, łyżką brandy. Polej na omączoną blachę; pieką się bardzo szybko."
Przepis w wersji uwspółcześnionej:
15 dag mąki (1 1/4 filiżanki)
szczypta soli
5 dag miękkiego masła (4 łyżki)
5 dag drobnego cukru (1/3 filiżanki)
1 jajko
1/2 łyżeczki soku z pomarańczy
1/2 łyżeczki wody różanej
1 łyżeczka słodkiego białego wina lub sherry
1 łyżeczka brandy
2,5 dag rodzynek (1/4 filiżanki)
Nastaw piekarnik na temperaturę 180 C. Przesiej mąkę do miski, dodaj sól. Wyrób z masłem do otrzymania kruchej konsystencji, dodaj cukier. W miseczce ubij jajko. Dodaj sok, wodę różaną, wino lub sherry i brandy, po czym dokładnie wymieszaj. Stopniowo połącz płynne składniki z suchymi, wyrabiaj, aż ciasto będzie gładkie. Na końcu dodaj rodzynki. Na lekko natłuszczonej blasze formuj z ciasta małe, równe kopczyki o przekroju około dwóch centymetrów, piecz przez 16 - 18 minut, po czym odstaw do ostudzenia. Ciasteczka rautowe pasują do wina i do porannej lub poobiedniej kawy. W czasach georgiańskich podawano je także na przyjęciach, na deser przy kolacji.
W czasie oczekiwania, aż ciasteczka się upieką, ponownie daję się oczarować miłosnym perypetiom sióstr Bennet z Longbourn i ich sąsiadom spędzającym lato w Netherfield: panu Bingley i panu Darcy. Niestety powieść "Duma i uprzedzenie", to lektura podstępna i niebezpieczna, szczególnie, gdy włożyło się ciastka do gorącego piekarnika. Nawet coraz silniejszy zapach pieczonego ciasta nie wystarczył, żeby na czas oderwać się od zawiłych uczuć Jane Bennet i pana Bingley oraz Elizabeth Bennet i pana Darcy.
Finał:
Oryginalne ciasteczka raczej powinny mieć jaśniejszą "cerę", a nie jak po dwutygodniowych wczasach w ciepłych krajach, bez kremu z filtrem. Pomimo wyglądu, smakują dobrze, są kruche, słodkie, ale bez przesady, z wyczuwalnym aromatem brandy i pomarańczy (chyba dlatego, że dodałam spory chlust jednego i drugiego).
Przynajmniej talerzyk się ładnie prezentuje :)
niedziela, 30 marca 2014
ŁOSOŚ W CIEŚCIE
Czy Ania z Zielonego Wzgórza mogłaby jeść łososia w cieście? Odpowiedź brzmi tak.
Autorka powieści o Ani, Lucy Maud Montgomery, była żoną pastora i bardzo dobrą panią domu. Jak sama twierdziła, gdyby nie została pisarką, pewnie byłaby pierwszorzędną kucharką. Jako pani pastorowa prowadziła szkółkę niedzielną, organizowała pikniki i inne zebrania dla członków kongregacji, podczas których należało przyjąć gości stosownym poczęstunkiem: sałatkami, ciastami, herbatnikami lub innymi ciasteczkami.
Gromadzenie wypróbowanych przepisów było koniecznością, biorąc pod uwagę, że na początku XX wieku nie sprzedawano gotowych dań, co zmuszało do samodzielnego przyrządzania żywności w domach.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności do rąk Elaine Crawford i Kelly Crawford, autorek biografii słynnej pisarki i jednocześnie jej dalekich kuzynek, trafił pisany przez nią ręcznie notatnik kulinarny, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Jest to ciekawa lektura, mówiąca o żywności i sposobach jej przyrządzania na początku XX wieku.
Pamiętam, że w szkole podstawowej ja i moje koleżanki uwielbiałyśmy czytać powieści o dziewczynce z włosami koloru marchewki i niezwykłej fantazji, a Zielone Wzgórze wydawało się nam czarowną krainą, gdzie mieszkają bardzo sympatyczni ludzie, wśród pięknych krajobrazów Wyspy Księcia Edwarda.
Wybieram przepis na łososia w cieście, czyli sycące ciasto rybne, podawane na gorąco lub na zimno.
Przepis:
składniki;
2 jajka, roztrzepane
1/2 szklanki mleka
1 szklanka tartego chleba
1 łyżeczka gorczycy lub 1/2 łyżeczki musztardy
1 łyżeczka soli
1/2 kg łososia z puszki lub świeżego
2 łyżki octu lub soku z cytryny
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
2 łyżki pokruszonych krakersów
2 łyżeczki masła
Roztrzep jajka w dużej misce. Wlej mleko, wsyp tarty chleb, dodaj musztardę lub gorczycę i sól. Rozdrobnij łososia i wrzuć do masy jajecznej. Przez cały czas mieszając, dodaj ocet lub sok z cytryny i pietruszkę. Starannie wymieszaj całość widelcem. Przełóż ciasto do nasmarowanej formy. Powierzchu posyp pokruszonymi krakersami i obłóż kawałkami masła. Piecz w temperaturze 350 F (180 C) przez 45 minut. Podawaj na ciepło, z sosem pomidorowym lub na zimno z majonezem. (Porcja dla 6 - 8 osób).
Po kilku minutach, z piekarnika dochodzi bardzo apetyczny zapach pieczonego ciasta :)
Finał:
Trudno uwierzyć, że z tak prostych składników powstało takie smaczne danie. Pod miło chrupiącą na wierzchu skorupką, znajduje się pulchne ciasto z różowymi kawałkami miękkiego łososia. Proporcja ilości ciasta do łososia tak dobrze dobrana, że wszystkie smaki łączą się harmonijnie. Jeszcze nie raz powrócę do tego przepisu i do notatnika kulinarnego Lucy Maud Montgomery.
Autorka powieści o Ani, Lucy Maud Montgomery, była żoną pastora i bardzo dobrą panią domu. Jak sama twierdziła, gdyby nie została pisarką, pewnie byłaby pierwszorzędną kucharką. Jako pani pastorowa prowadziła szkółkę niedzielną, organizowała pikniki i inne zebrania dla członków kongregacji, podczas których należało przyjąć gości stosownym poczęstunkiem: sałatkami, ciastami, herbatnikami lub innymi ciasteczkami.
Gromadzenie wypróbowanych przepisów było koniecznością, biorąc pod uwagę, że na początku XX wieku nie sprzedawano gotowych dań, co zmuszało do samodzielnego przyrządzania żywności w domach.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności do rąk Elaine Crawford i Kelly Crawford, autorek biografii słynnej pisarki i jednocześnie jej dalekich kuzynek, trafił pisany przez nią ręcznie notatnik kulinarny, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Jest to ciekawa lektura, mówiąca o żywności i sposobach jej przyrządzania na początku XX wieku.
Pamiętam, że w szkole podstawowej ja i moje koleżanki uwielbiałyśmy czytać powieści o dziewczynce z włosami koloru marchewki i niezwykłej fantazji, a Zielone Wzgórze wydawało się nam czarowną krainą, gdzie mieszkają bardzo sympatyczni ludzie, wśród pięknych krajobrazów Wyspy Księcia Edwarda.
Wybieram przepis na łososia w cieście, czyli sycące ciasto rybne, podawane na gorąco lub na zimno.
Przepis:
składniki;
2 jajka, roztrzepane
1/2 szklanki mleka
1 szklanka tartego chleba
1 łyżeczka gorczycy lub 1/2 łyżeczki musztardy
1 łyżeczka soli
1/2 kg łososia z puszki lub świeżego
2 łyżki octu lub soku z cytryny
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
2 łyżki pokruszonych krakersów
2 łyżeczki masła
Roztrzep jajka w dużej misce. Wlej mleko, wsyp tarty chleb, dodaj musztardę lub gorczycę i sól. Rozdrobnij łososia i wrzuć do masy jajecznej. Przez cały czas mieszając, dodaj ocet lub sok z cytryny i pietruszkę. Starannie wymieszaj całość widelcem. Przełóż ciasto do nasmarowanej formy. Powierzchu posyp pokruszonymi krakersami i obłóż kawałkami masła. Piecz w temperaturze 350 F (180 C) przez 45 minut. Podawaj na ciepło, z sosem pomidorowym lub na zimno z majonezem. (Porcja dla 6 - 8 osób).
Po kilku minutach, z piekarnika dochodzi bardzo apetyczny zapach pieczonego ciasta :)
Finał:
Trudno uwierzyć, że z tak prostych składników powstało takie smaczne danie. Pod miło chrupiącą na wierzchu skorupką, znajduje się pulchne ciasto z różowymi kawałkami miękkiego łososia. Proporcja ilości ciasta do łososia tak dobrze dobrana, że wszystkie smaki łączą się harmonijnie. Jeszcze nie raz powrócę do tego przepisu i do notatnika kulinarnego Lucy Maud Montgomery.
sobota, 29 marca 2014
JAJECZNICA
Jajecznica to danie banalne. Oczywiście kojarzy się przede wszystkim ze śniadaniem.
Ja wspominam z rozczuleniem niedzielne śniadania u dziadków, podczas których jedliśmy jajecznicę na boczku przygotowaną przez dziadka i piliśmy mocne aromatyczne kakao gotowane przez babcię. Jajecznica miała zwartą konsystencję i pysznie przypieczone kawałki boczku. Do kakao babcia podawała chałkę z masłem.
W jaki sposób ożywić coś tak zwyczajnego. Można wzbogacić jej smak najróżniejszymi dodatkami, począwszy od kiełbasy, pieczarek, cebuli, szczypiorku, pomidorów, co kto lubi lub ma pod ręką.
W moim domu „mistrzem patelni” w konkurencji „jajecznica” jest zdecydowanie mój mąż, który z wypracowaną przez lata perfekcją, przygotowuje jajecznicę na maśle w taki sposób, aby białko było bardzo mocno ścięte, a żółtko rozlewało się w postaci aksamitnego kremu. Wyjadam z patelni wszystko co na niej zostało po nałożeniu na talerze, wygarniając skórką od chleba lub bagietki.
A jak było dawniej? Sięgam ponownie po „365 obiadów” Lucyny Ćwierczakiewiczowej i znajduję następujący przepis (zresztą jedyny):
„Cztery jaja rozbić w garnuszku z odrobiną soli, bijąc tylko jedną minutę i dodając w czasie rozbijania dwie łyżki słodkiej śmietany. W rondelek włożyć łyżkę młodego masła, a gdy się zagotuje, ale nie zrumieni, wlać jaja, mieszając ciągle. Ogień powinien być umiarkowany i równy, a przy smażeniu łyżką często mieszać; jajecznica będzie pulchna i smaczna. Wybornie smakuje jeżeli włożyć w rozbite jaja łyżeczkę tartego sera szwajcarskiego lub parmezanu na każde dwa jajka, a wtedy w braku mleka wlać łyżkę białego wina i łyżkę wody”
Zdecydowanie wybieram wersję z serem, winem i wodą.
Finał:
Bardzo miłe zaskoczenie. Smak jajek nie został zdominowany przez dodatki, ale wyczuwa się delikatną kwaskową nutę białego wina i lekko orzechowy posmak parmezanu. Konsystencja jest bardziej zwarta, niż w klasycznej wersji. Nie wiem czy to z powodu wina, czy sera, ale jajecznica ma wyraźnie jaśniejszy kolor, niż robiona bez nich. Zdecydowanie polecam na niedzielne śniadanie.
Ja wspominam z rozczuleniem niedzielne śniadania u dziadków, podczas których jedliśmy jajecznicę na boczku przygotowaną przez dziadka i piliśmy mocne aromatyczne kakao gotowane przez babcię. Jajecznica miała zwartą konsystencję i pysznie przypieczone kawałki boczku. Do kakao babcia podawała chałkę z masłem.
W jaki sposób ożywić coś tak zwyczajnego. Można wzbogacić jej smak najróżniejszymi dodatkami, począwszy od kiełbasy, pieczarek, cebuli, szczypiorku, pomidorów, co kto lubi lub ma pod ręką.
W moim domu „mistrzem patelni” w konkurencji „jajecznica” jest zdecydowanie mój mąż, który z wypracowaną przez lata perfekcją, przygotowuje jajecznicę na maśle w taki sposób, aby białko było bardzo mocno ścięte, a żółtko rozlewało się w postaci aksamitnego kremu. Wyjadam z patelni wszystko co na niej zostało po nałożeniu na talerze, wygarniając skórką od chleba lub bagietki.
A jak było dawniej? Sięgam ponownie po „365 obiadów” Lucyny Ćwierczakiewiczowej i znajduję następujący przepis (zresztą jedyny):
„Cztery jaja rozbić w garnuszku z odrobiną soli, bijąc tylko jedną minutę i dodając w czasie rozbijania dwie łyżki słodkiej śmietany. W rondelek włożyć łyżkę młodego masła, a gdy się zagotuje, ale nie zrumieni, wlać jaja, mieszając ciągle. Ogień powinien być umiarkowany i równy, a przy smażeniu łyżką często mieszać; jajecznica będzie pulchna i smaczna. Wybornie smakuje jeżeli włożyć w rozbite jaja łyżeczkę tartego sera szwajcarskiego lub parmezanu na każde dwa jajka, a wtedy w braku mleka wlać łyżkę białego wina i łyżkę wody”
Zdecydowanie wybieram wersję z serem, winem i wodą.
Finał:
Bardzo miłe zaskoczenie. Smak jajek nie został zdominowany przez dodatki, ale wyczuwa się delikatną kwaskową nutę białego wina i lekko orzechowy posmak parmezanu. Konsystencja jest bardziej zwarta, niż w klasycznej wersji. Nie wiem czy to z powodu wina, czy sera, ale jajecznica ma wyraźnie jaśniejszy kolor, niż robiona bez nich. Zdecydowanie polecam na niedzielne śniadanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































